Obserwatorzy

Google+ Followers

wtorek, 22 listopada 2016

41. Nastąpiła zdrada....


Zdradziłam!
Zdradziłam xxx na rzecz drutów! :P
W sumie to taki króciutki, kilku godzinny romansik ;) 
Bardziej z konieczności, niż chęci odmiany.
Zazwyczaj nie chodzę w czapkach, ale ostatnio "złapałam" obustronne ostre zapalenie ucha zewnętrznego (jak się później okazało środkowego też). 
Pierwszy raz w życiu dopadła mnie ta dolegliwość, 
ale tak dała mi popalić, że bez czapki już nie ruszę się z domu.
 Mój zeszłoroczny prezent (czapka i szalik) diabeł ogonem nakrył :/
Jako, że należę do typu osób pokroju Zosi Samosi
 - jak możesz zrobić sama, to po co kupować -

 więc przy okazji innych zakupów nabyłam dwa moteczki (lubię mieć zapas - w razie gdyby zbrakło) włóczki Alize Maxi Flower i szydełko nr 7. 




Jest to włóczka ozdobna, bardzo miękka i miła w dotyku.
 Jeden motek zawiera 100g (80m) włóczki  5-cio nitkowej, co daje gruby skręt.

W jej skład wchodzi:
70% akrylu
25% wełny
5% polyamidu

Do pracy na tej włóczce producent poleca druty nr 7-10 lub szydełko nr 6-7.

Choć kupiłam szydełko, to zastanawiałam się, czy dziergać czapeczkę na szydełku czy na drutach. 
Ojej, drutów i szydelka nie miałam w łapkach chyba z 15 lat, jak nie więcej.
Nadszedł czas, by sobie przypomnieć stare dobre czasy ;)

Po konsultacjach z przemiłymi dziewczynami z FB-kowej grupy zdecydowałam się na druty.
Na szczęście dogrzebałam się w stosie pudeł odpowiedniego numeru drutów (wybrałam 7) i z niewielkim entuzjazmem zabrałam się do pracy.
Nie wiedziałam co z tego wyjdzie, ponieważ dawno nic nie dziergałam na drutach ( na ozdobnej włóczce to już w ogóle), no i to miała być pierwsza wykonana przeze mnie czapka.
Kiedyś robiłam szaliki, różnego rodzaju bluzeczki, swetry, spódnice, a czapki jakoś nie było mi dane. Może przez to, że nie lubiłam w nich chodzić :P
Ale co tam....tłumaczyłam sobie "kobieto dasz radę, przecież wiesz jak wygląda czapka, bierz druty w ręce i zasuwaj! Najwyżej jak nie wyjdzie, to sprujesz i zaczniesz od nowa :P"
I tak zaczęłam swój romansik z drucikami.

Na początek nabrałam 60o., wahałam się, że nie za dużo, ale zawsze można spruć :P więc zaczęłam przerabiać ściągacz 1/1. 




Trochę ciężkawo się dziergało w miejscach, gdzie były kwiatki. 

Na początku nie zwracałam uwagi na kwiatuszki, więc pojawiały się raz na prawej, raz na lewej stronie robótki. Stwierdziłam, że później przeciągnę je szydełkiem na właściwą stronę. 
Dobrze, że za wczasu postanowiłam spróbować.
 I co? To był zły pomysł! :P 
Niektóre kwiatuszki się rozplątywały :/
Musiałam zmienić taktykę.

Po kilku przerobionych centymetrach doszłam do dwóch wniosków.:
- zdecydowanie muszę robić luźniejszy splot,
- koniecznie muszę pilnować, by kwiatek od razu przekładać na prawą stronę robótki.

Jak postanowiłam, tak też zrobiłam. 
Po 2 godzinach machania drucikami miałam już tyle...




Można by rzec, ze się "zadrutowałam". Tak mnie te druciki wciągnęły, że po kolejnych 2 godz. ( z przerwami) czapeczka była gotowa :)
No prawie gotowa ;) 
Pozostało zszyć brzegi, wrobić niteczkę i przyszyć pompon.

Za pierwszy model posłużyła mi moja biurkowa lampka :D


Kupując tą włóczkę, nie spodziewałam się tak fantastycznego efektu końcowego.




To już koniec opowieści o krótkim romansie z drutami i włóczką.
Kto wie, może niebawem ponownie mnie coś skusi.... ;)





Dziękuję wszystkim za odwiedziny i pozostawione komentarze :)





5 komentarzy:

  1. Przewiduję falę zamówień! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki romans na pewno krzyżyki Ci wybaczą. Bo z tego romansu cudo wyszło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacja! :) Nieźle sobie utrudniłaś pracę tymi kwiatuszkami, warto było.

    OdpowiedzUsuń
  4. A Ty Zdolności!
    Super wyszła Twoja czapeczka. Naprawdę te kwiatki dobrze wyglądają ;)
    No to teraz noś, co by uszka już nie bolały!

    OdpowiedzUsuń